Trucizna w jedzeniu: oddajmy głos rybie!

1184769_knightiaJedz ryby, będziesz zdrowszy – to jeden z najsilniej utrwalonych nakazów dietetycznych ostatnich lat. Modę na jedzenie ryb, zwłaszcza morskich, rozpowszechniły badania dotyczące kwasów tłuszczowych omega-3 i ich pozytywnego wpływu na zdrowie, fascynacja kuchnią śródziemnomorską i obfitującą w ryby dietą długowiecznych Japończyków.

Zawartość „zdrowych tłuszczów” obniżających poziom cholesterolu i trójglicerydów we krwi, pełnowartościowego białka, rozpuszczalnych w tłuszczach witamin i wielu cennych pierwiastków, takich jak jod, żelazo i selen – to wszystko prawda na temat rewelacyjnych właściwości ryb , ale…

Pozytywny wizerunek jednego z najzdrowszych produktów żywnościowych burzą coraz głośniejsze doniesienia na temat zatrucia mięsa ryb metalami ciężkimi, o faszerowaniu ryb hodowlanych antybiotykami i hormonami, o gatunkach zagrożonych wyginięciem. Wybór ryby na obiad – dawniej rzecz banalna – staje się coraz bardziej skomplikowany… Na ile poważnie powinniśmy traktować te informacje?

965824_tuna_fishRtęć i inne metale ciężkie: jak bardzo groźne?

W aspekcie zdrowotnym na pierwszy plan wysuwa się kwestia metali ciężkich i innych toksycznych substancji obecnych w mięsie dziko żyjących ryb morskich. Już od dłuższego czasu głośno jest o skażeniu metylortęcią – organicznym związkiem rtęci, który wraz ze ściekami i deszczem dostaje się do wód oceanicznych i mórz. Silnie toksyczny pierwiastek, powodujący zmiany neurologiczne i stanowiący zagrożenie dla płodu wykrywa się przede wszystkim w mięsie tuńczyka błękitnopłetwego, makreli królewskiej, rekina, jesiotra, miecznika, płytecznika. Niestety, te teoretycznie jedne z najzdrowszych, bogate w korzystne dla organizmu tłuszcze gatunki ryb stanowią potencjalne zagrożenie. Smutny paradoks.

Ale czy rzeczywiście możemy mówić o zagrożeniu realnym? Oczywiście stężenie metali ciężkich oraz PCB (polichlorowanych bifenyli – substancji chemicznych o własnościach kancerogennych) w tych produktach nie jest na tyle wysokie, by zagrozić zdrowiu po jednorazowym czy sporadycznym spożyciu (maksymalna dopuszczalna dawka rtęci to 0,005 mg na 1 kilogram masy ciała tygodniowo – aby przekroczyć tę normę, dorosły człowiek o wadze

70 kg musiałby zjeść około 2,5 kg tuńczyka w tygodniu – to ponad 20 puszek!). Problem jednak w tym, że niebezpieczne substancje akumulują się w organizmie, stopniowo zwiększając swoją koncentrację. Jak wpływa to na zdrowie w 202393_fish_salmonperspektywie wielu lat? Cóż, tak jak w przypadku innych negatywnych zjawisk związanych z zatruciem środowiska naturalnego, z którymi nasze organizmy muszą sobie radzić – trudno tu o jednoznaczną odpowiedź, choć takie zjawiska, jak wzrost liczby zachorowań na nowotwory daje sporo do myślenia, również w kontekście diety współczesnego człowieka. Tak naprawdę jesteśmy zdani na nasz rozsądek i intuicję.

Jedz z głową

Jak zawsze najważniejszy jest umiar (stugramowa puszka tuńczyka tygodniowo dla zdrowego, dorosłego człowieka to bezpieczna opcja). No i oczywiście świadomy wybór. Pamiętajmy, że najwięcej metali ciężkich (ze względu na ich tendencję do kumulacji w tkankach) będzie zawierało mięso dojrzałych ryb znajdujących się u końca łańcucha pokarmowego. Stąd właśnie tuńczyk znajduje się na pierwszej „linii ognia”: jako ryba drapieżna i długo żyjąca (nawet do 30 lat!) w największym stopniu „przesiąka” toksynami, wchłaniając je wraz z pożywieniem i gromadząc w tkankach przez wiele lat. Z całą pewnością „czystsze” i bezpieczniejsze są mniejsze ryby odławiane w pierwszych latach życia: szproty, śledzie, sardynki, flądry. Starajmy się zawsze wybierać mięso z młodych ryb (na przykład kupując świeżego łososia, zwracajmy uwagę na słoje – im większe, tym ryba starsza).

930548_fish_whith_tomilho_2

Różnicujmy źródła, z których pochodzą trafiające na nasz stół ryby, spożywajmy różne ich gatunki, by nie narazić się na stałą „dostawę” niebezpiecznych substancji.

Kobiety w ciąży i dzieci natomiast powinny całkowicie zrezygnować z jedzenia tych najbardziej niebezpiecznych ryb, zwłaszcza tuńczyka atlantyckiego i rekina. W tych przypadkach lepiej dmuchać na zimne.

Jesteście już dostatecznie wystraszeni i zdołowani? Nie pocieszymy Was: to były te lepsze wiadomości…

Tak naprawdę bowiem zagrożenia związane z zanieczyszczeniem naturalnych wód bledną przy wynikach badań dotyczących ryb hodowlanych. O tym, dlaczego lepszy najbardziej skażony dziki łosoś od najczystszego hodowlanego, czemu powinniśmy uciekać na widok pangi na talerzu i skąd brać naprawdę zdrowe ryby w kolejnym artykule – zapraszamy do lektury!


VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)
Trucizna w jedzeniu: oddajmy głos rybie!, 10.0 out of 10 based on 2 ratings

Skomentuj...