Trucizna w jedzeniu: ryby hodowlane – jeśli tak, to jakie?

1414104_lots_of_carp_4PCB, dioksyny, pestycydy, antybiotyki, barwniki, hormony, zanieczyszczenia biologiczne. To wszystko możemy podobno znaleźć w rybach z przemysłowych lub niekontrolowanych hodowli. Dotyczy to przede wszystkim europejskich hodowli łososia norweskiego (niestety ten właśnie dominuje na naszym rynku) oraz ryb importowanych z południowo-wschodniej Azji. Czy naprawdę jest się czego bać?

Łosoś pod lupą

Według badań opublikowanych w Journal and Nutricion w 2005 roku, najbardziej zanieczyszczony łosoś pochodzi z ferm norweskich i szkockich; biorąc pod uwagę zwartość substancji kancerogennych, nie powinniśmy spożywać tej ryby częściej niż… 3 razy w roku. Ale już rok wcześniej magazyn Science zaszokował konsumentów wynikami badań zespołu z USA i Kanady (m.in. Ronalda A. Hitesa), porównujących zawartość rakotwórczych związków chloroorganicznych (m.in. dioksyn, PCB, lindanu, toksafenu) w łososiu hodowlanym i 1097328_fishdzikim. Mięso z łososi pochodzących z europejskich hodowli poległo w tej konfrontacji całkowicie; okazało się, że nawet najbardziej skażony łosoś żyjący dziko jest zdrowszy niż najpiękniej wyglądające mięso z ryby hodowlanej. Stężenie szkodliwych substancji w tej ostatniej może być nawet dziesięciokrotnie wyższe.

Nie ufaj pandze

Jeszcze gorzej rzecz ma się z rybami importowanymi z azjatyckich hodowli: pangą (sumem rekinim), tilapią. Brak regulacji dotyczących stosowania antybiotyków i pestycydów pozwala hodowcom z Wietnamu w praktycznie nieograniczonym zakresie faszerować stworzenia chemią, by przyspieszyć ich rozród i wzrost oraz zapobiec pogarszaniu się kondycji ryb. Wody Mekongu, w których hoduje się pangi, to zbiornik ścieków z ośrodków przemysłowych, które klient dostaje „w bonusie” wraz z zamrożoną rybą… A co w samej rybie? Wbrew szalonej popularności, jaką zrobiła w ostatnich latach w Polsce, hodowlana panga nie poraża zawartością składników odżywczych. Bardzo niska (ok. 0,05 g na 100 gram mięsa) zawartość kwasów omega-3 sprawia, że nic nie powinno tłumaczyć pojawienia się tej ryby na naszych talerzach. Białko, sól i woda – włoscy naukowcy, którzy przyjrzeli się pandze bliżej, bezlitośnie ocenili skład tego mięsa. Do tego dochodzą jeszcze niepokojące doniesienia o podejrzanych praktykach wietnamskich hodowców, takich jak sztuczne zwiększanie masy wyrobu z pomocą m.in. polifosforanów, które absorbują wodę. Podobne zastrzeżenia budzi chińska tilapia: tak samo drastyczne metody hodowli (duże zagęszczenie, zanieczyszczone zbiorniki wodne, ogromne ilości środków chemicznych, karma zawierająca skażoną toksynami mączkę i tłuszcz rybi) i stosunkowo niskie wartości odżywcze skreślają tę rybę z listy zdrowych produktów spożywczych.

Panga

Panga

Podobno ma być lepiej – hodowcy pangi i tilapii, przestraszeni złą sławą, starają się dostosowywać do norm, polepszać warunki hodowli i ich negatywne oddziaływanie na środowisko naturalne. Droga do certyfikacji jednak daleka, do odzyskania zaufania konsumentów – jeszcze dalsza. Czas pokaże, czy jest nadzieja na drugą szansę.

Nie idź na łatwiznę – kupuj świadomie

pankarp_logo

Logo Towarzystwa Promocji Ryb „Pan Karp”

Światełko w tunelu? Ryby hodowlane z ekologicznych akwakultur. Certyfikowane europejskie hodowle w sposób zgodny z unijnymi regulacjami dostarczają ekologicznych łososi, pstrągów, karpi czy dorszów. Powstają już takie w Polsce: jako pierwsza certyfikat otrzymało dwa lata temu gospodarstwo Agricola z Krępska k. Piły, a Towarzystwo Promocji Ryb Pan Karp intensywnie działa na rzecz zwiększania świadomości konsumentów i hodowców, prowadząc liczne akcje edukacyjne i nadając gospodarstwom rybackim certyfikaty jakości, gwarantujące naturalne metody hodowli. Czystość wody i podłoża, certyfikowane karmy ekologiczne oraz ziarna zbóż w diecie ryb, eliminacja antybiotyków i środków chemicznych, niskie zagęszczenie, systematyczne kontrole, procedury zgodne z zasadami dbałości o środowisko naturalne – standardy, jakim sprostać muszą eko-hodowcy są naprawdę wysokie.

Certyfikat Zrównoważonego Rybołówstwa MSC

Certyfikat Zrównoważonego Rybołówstwa MSC

Kupujmy ryby świeże (ale nigdy żywe!); są droższe, ale zwróćmy uwagę na „zawartość ryby w rybie” – waga mrożonej ryby to w sporej części glazura, za którą też płacimy. Starajmy się też zwracać uwagę na certyfikat MSC – daje on pewność, że nabywając mięso danego gatunku nie przyczyniamy się do degradacji bioróżnorodności. W kwestii zagrożonych gatunków więcej ma do powiedzenia WWF. „Czerwone światło” organizacja zapaliła dla takich ryb jak halibut atlantycki, tuńczyk błękitnopłetwy, łosoś bałtycki, sola, dorada, węgorz. Bez ekologicznych skrupułów możemy natomiast delektować się karpiem, łososiem pacyficznym, szprotem. Więcej w poradniku konsumenta.


VN:D [1.9.22_1171]
Rating: 7.5/10 (4 votes cast)
Trucizna w jedzeniu: ryby hodowlane - jeśli tak, to jakie?, 7.5 out of 10 based on 4 ratings

Skomentuj...