O piwie słów kilka… część III: Piwo niepasteryzowane

Piwa niepasteryzowane naturalneSzlachetniejsze, zdrowsze, smaczniejsze – po prostu lepsze. Piwo niepasteryzowane – perła wśród piw, ceniona przez koneserów od dawna, od jakiegoś czasu chce błyszczeć również na półkach supermarketów, obnosząc się ze swą etykietą wśród skromnych piw wytwarzanych metodami konwencjonalnymi. Chętnie przy tym przyozdabia się modnymi sloganami: naturalne, niefiltrowane, nieutrwalone… Ile w tym pozy, a ile rzeczywistej wartości? Perły przed wieprze, czy faktyczna nobilitacja narodowych gustów?

Nietrwałość w modzie

Pasteryzacja to proces konserwacji produktu poprzez jego szybkie ogrzanie, w wyniku którego zahamowany zostaje rozwój szkodliwych drobnoustrojów, przy możliwie  minimalnej utracie wartości smakowych i odżywczych.

Trwałość pasteryzowanego w ten sposób piwa (ogrzewa się je do temperatury około 70 stopni Celsjusza) znacznie się przedłuża; niestety – jak twierdzą dietetycy i wielu koneserów – wraz ze szkodliwymi mikroorganizmami giną również cenne witaminy, a smak piwa się zmienia.

Wraz z rozpowszechnieniem się na rynku piw pasteryzowanych (w Polsce nastąpiło to w latach 80-tych XX wieku) o innych praktycznie zapomniano.

To regionalny browar Amber spod Gdańska zapoczątkował sentymentalną podróż do świata piw niepasteryzowanych, wypuszczając w roku 2004 Piwo Żywe – jasny lager o zawartości alkoholu 6,2% – pierwsze na kapitalistycznym polskim rynku piwo niepasteryzowane. Ale również pierwsze i jedyne, które zdobyło rekomendację organizacji Slow Food oraz pierwsze posiadające znak Ministerstwa Rolnictwa – Poznaj Dobrą Żywność. Imponujące? Owszem.  Ale wówczas nic jeszcze nie zapowiadało boomu.

Prawdziwym marketingowym prekursorem był Kasztelan. Data narodzin – 2007 rok, matka – skromny browar w Sierpcu, ojciec sukcesu – koncern Carlsberg, który przejął lokalną wytwórnię w 2002 roku. To właśnie miliony Carlsberga zainwestowane w promocję piwa Kasztelan Niepasteryzowane, a także kontrowersje narosłe wokół niego otworzyły niepasteryzowanym piwom bramę na masowy rynek.

Dziś już praktycznie każdy koncern piwowarski ma w swojej ofercie „piwo niepasteryzowane”, a regionalne browary próbują z godnością podążać za modą. Rynek wprost eksploduje od obfitości tego typu napojów. Pytanie, czy piwo niepasteryzowane to zawsze znaczy to samo?

Triki wielkich koncernów

Rozwiejmy podstawową wątpliwość: prawdziwe piwo niepasteryzowane ma krótką datę przydatności do spożycia. Tak naprawdę nie powinna ona przekraczać trzech tygodni. Jakim więc cudem okres przydatności hitowego Kasztelana wynosi 4 miesiące, tyle samo – Łomży Niepasteryzowanej (Van Pur) czy Specjala Niepasteryzowanego (Żywiec)?

Mikrofiltracja piwaRozwiązanie zagadki brzmi: zastosowanie mikrofiltracji wyjaławiającej (tzw. zimnej pasteryzacji). Krótko mówiąc: mikroorganizmy, które przy tradycyjnej pasteryzacji zostają wyeliminowane przez wysoką temperaturę, w tym przypadku zostają zatrzymane przez odpowiednie filtry; w efekcie wszystkie najdrobniejsze zawiesiny (osad drożdżowy, który nie tylko nadaje napojowi specyficzny smak, ale też zawiera wiele cennych witamin z grupy B) zostają usunięte. Trwałość takiego wyjałowionego piwa znacznie się wydłuża, a określenie „niepasteryzowane” mimo wszystko robi swoje…

Można więc powiedzieć, że w zasadzie pasteryzacja i mikrofiltracja to analogiczne procesy; jedyny koncern, który w swojej ofercie nie posiada piw niepasteryzowanych przeznaczonych do sprzedaży w sklepach – Kompania Piwowarska, nie poddał się modzie właśnie ze względu na pewną hipokryzję zawartą w pół-prawdzie na temat tego typu utrwalania piwa (Polityka, 13.09.11).

Kupuj i pij świadomie

Gdzie szukać prawdziwych piw nieutrwalanych? Robią je małe, regionalne browary, m.in. olsztyński Kormoran, Konstancin czy Jagiełło, znajdziecie je również w dobrych pubach warzących piwo na miejscu (np. Spiż na wrocławskim Rynku lub Tyskie z tanka na Śląsku). Piwo naturalne ma krótki okres przydatności do spożycia i charakterystyczny mętny osad (oczywiście nie dotyczy to piwa pszenicznego, które posiada osad pomimo pasteryzacji). Warto również szukać potwierdzenia organizacji certyfikujących, np. Slow Food czy Ekogwarancja.

Piwo pasteryzowane i niepasteryzowane różnicaSmak takiego prawdziwie „żywego” piwa jest rzeczywiście nie do podrobienia, jednak nie popadajmy w skrajności; dobrze uwarzone piwa konwencjonalnie pasteryzowane mogą być tak samo wartościowym produktem spożywczym, jak te naturalne; pasteryzacja nie czyni produktu szkodliwym dla zdrowia i nie pozbawia piwa wszystkich walorów odżywczych i smakowych. A to przede wszystkim smak powinien być kryterium oceny dobrego piwa. Jak mówi Andrzej Olkowski, prezes Stowarzyszenia Browarów Regionalnych w Polsce:

Piwo musi być przede wszystkim dobre. Właściwie uwarzone piwo pasteryzowane może być równie smaczne jak niepasteryzowane.”

Warto więc od czasu do czasu „upolować” perełkę w postaci prawdziwego piwa niepasteryzowanego, jednak nie dajmy się nabić w butelkę: lepiej kupić dobre piwo pasteryzowane, niż bezkrytycznie podążać za modą i ślepo wierzyć etykietkom.


VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.5/10 (2 votes cast)
O piwie słów kilka... część III: Piwo niepasteryzowane, 9.5 out of 10 based on 2 ratings

Skomentuj...